Aktualności

Michał Kula w rozmowie o czasie odosobnienia i osobistych odkryć. Aktorzy wracają do gry!

Michał Kula w rozmowie o czasie odosobnienia i osobistych odkryć. Aktorzy wracają do gry!

Stęsknieni za sceną, rolami, a przede wszystkim za publicznością. Aktorzy częstochowskiego teatru wracają do gry, ale czy nieco odmienieni przez pandemię? 

Dziś gościmy u Michała Kuli w kultowym Long Cornerze, gdzie bywa Cezar, John Wayne i Zorro.    

Gdzie jesteś, kiedy nagrywamy tę rozmowę?

Siedzę na werandzie w moim domu w Długim Kącie czyli Long Cornerze.

Czy to jest to miejsce, w którym nagrywałeś wiersze dla internetowej grupy Aktorzy poezją w wirusa?

Tak. Wolałem nagrywać moje interpretacje na łonie przyrody, niż siedzieć w zamknięciu w mieszkaniu, gdzie przeszkadzały mi np. szczekające psy. Nagrywałem też w drewutni, czasem w garażu, ale najczęściej na mojej werandzie, która jest obrośnięta kwiatami i liśćmi winorośli.

Tutaj poczułeś, że poezja i natura współgrają ze sobą?

Tak, to wyjątkowy duet. W trakcie nagrań pojawiały się różnego rodzaju efekty jak ćwierkanie ptaszków, kumkanie żab… teraz troszkę ubarwiam, bo nie mamy żab …, szum wiatru, liści, efekty świetlne - raz było słońce, raz deszcz - to wszystko działało jak teatr. Dawało mi olbrzymią przyjemność.

Na tej werandzie, w ciszy, odosobnieniu i dość niespodziewanie - chyba też dla siebie - stałeś się gwiazdą Facebooka? Agnieszka Brojek, założycielka grupy Aktorzy poezją w wirusa, napisała

o Tobie jako o odkryciu.

Wcale nie myślałem o tym czy stanę się gwiazdą, czy nie. Nie nagrywałem po to, aby robić karierę internetową. Natomiast zdawałem sobie sprawę z tego jak szczytny był cel publikacji i jak ważna była inicjatywa Agnieszki Brojek. Aktorzy, którzy brali i nadal biorą udział w projekcie, poprzez literaturę przekazywali ludziom otuchę i nadzieję.

Aby móc publikować w Internecie musiałeś coś w sobie przełamać?

Po pierwsze w ogóle się na tym nie znałem. W trakcie pandemii moja żona Bożenka założyła mi fanpage i jakoś się w tym wyspecjalizowałem, zacząłem działać w sieci. Dało mi to dużo frajdy. Mam teraz kontakt z ludźmi z całej Polski, odnalazłem kolegów, który mieszkają we Włoszech, w Ameryce.

A co chciałeś przekazać poprzez swoje internetowe interpretacje?

Radość życia i to, że nie należy się poddawać. Nie wiadomo jak długo będziemy żyć z tym czy innym wirusem, dlatego trzeba robić swoje, wierzyć w siebie, a przede wszystkim wierzyć w Boga. Od lat powtarzam, że wiara czyni cuda. Jeżeli jest w człowieku, to wszystko będzie wszystko dobrze. Ja też przeżywam lęk, miewam momenty zwątpienia, ale wierzę, że ktoś nad nami czuwa.

Co zabrała Ci pandemia?

Kontakt z innymi ludźmi, ale i pieniądze, środki do życia. Zamknęła mi możliwość grania w Teatrze i w moim prywatnym teatrzyku dla dzieci i młodzieży, który działa od 24 lat. To wszystko nagle się ucięło. W tej chwili mnie i wielu innym ludziom jest bardzo ciężko pod względem finansowym, głównie artystom, ale nie tylko. 

Czy pandemia coś Ci dała?

Sytuacja zamknięcia zdopingowała mnie do większej pracy wokół domu. Mieszkam na wsi, miałem więc czas na koszenie, przycinanie, naprawianie – na wszystko to, co dawniej najchętniej odsuwałem. W sensie zawodowym dała mi nową otwartość na poezję. Nigdy wcześniej tak bardzo nie zagłębiałem się w ten gatunek.  W trakcie odosobnienia, z racji tego, że nie grałem w teatrze, nie pracowałem w filmie, zająłem się interpretacją wierszy dla widzów w Internecie. Odkryłem nowe wartości i w tej literaturze i dla mnie jako aktora. Jestem bardzo krytyczny wobec siebie, dlatego nagranie jednego tekstu trwało trzy, czasem cztery godziny. Często coś mi przeszkadzało, a to psy, a to siarczyste przekleństwa zza płotu, telefony, SMS-y. Włączałem więc w telefonie tryb samolotowy i nagrywałem dubel za dublem, tak, żeby było po mojemu - na 100, a nawet 200 %.

Gdzie był Teatr, kiedy go nie było w teatrze?

Jak budynek został zamknięty, to życie się stało teatrem. Teatr był też tam, gdzie każdy z nas go sobie stworzył.

Czy w tym czasie nauczyłeś się czegoś nowego o sobie?

Czy ja wiem? Może w domu stałem się bardziej pracowity, no bo co miałem robić (śmiech). Jestem w tym wieku - choć broń Boże nie uważam się za starca - że tych podstawowych, fundamentalnych rzeczy o życiu, o sobie, nauczyłem się już wcześniej. Ale nadal uczę się obserwując innych ludzi i świat.

Mam takie wrażenie, że w czasie przymusowego lockdown paradoksalnie osiągnąłeś jakiś rodzaj zawodowej niepodległości. Jak to skomentujesz?

Że zgadzam się z Tobą (śmiech). Granie sprawia mi taką radość, że mogę to robić wszędzie - choć  jestem przeciwnikiem grania w życiu. Ale jak tylko pomyślę: - Teraz mam ochotę sobie coś zagrać – to w każdych warunkach mogę stworzyć dla siebie odpowiednią atmosferę.

W jaki sposób?

Na przykład staję przed lustrem w łazience, uczeszę się w taki lub w inny sposób, albo podetnę sobie baczki czy włosy z tyłu głowy i wymyślam monologi. Raz jestem Cezarem, raz Zorro. Bożenka wtedy woła: - Z kim Ty w tej łazience znowu rozmawiasz?! A ja sobie ćwiczę różne postaci, które chciałbym jeszcze kiedyś w życiu zagrać, a których może nie zagram. Jak oglądam film, lubię utożsamiać się z niektórymi bohaterami. Kiedyś złapałem się na tym, że powtarzałem gesty po jednym z aktorów amerykańskich.

Który to był aktor?

Jak wiesz, jestem miłośnikiem westernów. Na studiach pisałem pracę na ten temat, a jednym z moich ulubionych aktorów był John Wayne. Jest taki film z 1939 roku pt. Dyliżans, w reżyserii Johna Forda, a w nim scena, w której bohater, grany przez Wayne'a, w pewnym momencie wykonuje ruch: przy opuszczonych rękach, prawą dłonią chwyta za nadgarstek ręki lewej. Robi to w sposób tak charakterystyczny, że gest przeszedł do historii kinematografii. Wtedy była to ciekawostka, pisano o tym, analizowano. I ja sobie czasem ten gest ćwiczę.

Co teraz myślisz o swoim zawodzie?

Że bez niego nie mogę żyć, dlatego ani nie myślę o emeryturze, ani o tzw. odpoczynku od pracy. Może to śmieszne, co powiem, ale w moim zawodzie będę jak Ludwik Solski – mam zresztą taką ksywkę, którą nadała mi Ewa Oleś [sekretarz literacka w Teatrze - przyp. red.]. Tak jak Solski pragnę pracować w teatrze czy w filmie - ale głównie w teatrze - do końca życia i to jest moje największe marzenie. Po tych długich miesiącach niegrania chciałbym znów wyjść na scenę, poskakać, pobrykać, przekazać coś ludziom, zagrać w sztukach i stale robić coś nowego.

Właśnie tego życzę. Dziękuję za rozmowę. 

Joanna Karkoszka

Autor Foto: Piotr Dłubak