Rozmowa z Tomaszem Włosokiem, odtwórcą roli Antona

Rozmowa z Tomaszem Włosokiem, odtwórcą roli Antona

Właśnie kończy PWST w Krakowie, ale już kilka lat temu zagrał w tamtejszym Teatrze Nowym.

Widzowie mogą go kojarzyć z seriali m.in. „Pierwsza miłość”, „Ojciec Mateusz”, „Prawo Agaty”. Na uwagę z całą pewnością zasługuje rola Janka Szewczyka w krótkometrażowym filmie Tomasza Bagińskiego „Smok”.  Jego aktorska kariera nabiera rozpędu  także za sprawą częstochowskiego teatru. Już w grudniu będziemy mogli go zobaczyć  w spektaklu „ Proca” Nikołaja Kolady, w reżyserii Andre Hűbnera-Ochodlo.

Przedstawiamy Państwu Tomasza Włosoka.

 - Czy rola w „Procy” to pana debiut teatralny?

- Nie, już brałem udział w przedstawieniu. W Krakowie na drugim roku zrealizowaliśmy „ Tanzcafe Treblinka” Wernera Koflera i to był mój debiut. Teraz to jest druga rola w profesjonalnym teatrze.

- „Proca” to sztuka przez wielu  uznana za  kontrowersyjną. W Rosji Koladę za „Procę" o mało nie zlinczowano. Czy ten tekst może bulwersować?

- Dotyka miłości homoseksualnej, ale nie jest to najważniejsze. Przede wszystkim mówi o ludzkich słabościach, o tym, że każdy potrzebuje drugiego człowieka, miłości, czystego, prostego szczęścia - o tym opowiadamy. Nie wiem czy to będzie kontrowersyjne. Wszystko zależy od widza, od jego indywidualnych poglądów. Mówimy o czystej  emocji, a to, że jest ona między dwoma mężczyznami, nie ma moim zdaniem najmniejszego znaczenia.

Jak opisałby Pan świat z dramatu Kolady?

Najciekawsza jest jego prostota, szorstkość,  wręcz brud… Przecież życie nie jest usłane różami i właśnie to piękno, ten pączek, który zakwita, rodzi się w takim totalnym brudzie, w rynsztoku…Tam wręcz przelewa się błoto, a jednocześnie jesteśmy świadkami tworzenia się czystego uczucia. Na płaszczyźnie tekstu uwierzyłem w to od pierwszego przeczytania. Dramat jest świetnie napisany, dokładnie tak można wyobrazić sobie relację między dwoma mężczyznami, ale przede wszystkim między dwojgiem ludzi. To bardzo subtelna relacja.

- Próby do spektaklu trwają, jak układa się współpraca z Adamem Hutyrą i Iwoną Chołuj?

- Adam i Iwona są fantastyczni! Zetknięcie się z doświadczonymi aktorami robi ogromne wrażenie na kimś,  kto, tak jak ja, dopiero zaczyna. Patrzę na Adama i Iwonę i widzę, że mają wiele rzeczy poukładanych, ja jestem na początku drogi. Ufam bezgranicznie swoim scenicznym kolegom i Andre. Rola Antona jest dla mnie ogromnym wyzwaniem.

- Czy jest coś, co chciałby pan przekazać widzom poprzez tę postać?

Bardzo często, kiedy oglądamy filmy czy spektakle, paradoksalnie najmilej nam się robi wtedy, kiedy kończą się smutno, ale dają jakąś nadzieję na przyszłość. Może i w przypadku naszego przedstawienia zadzieje  się coś podobnego. Na pewno momentami będzie nie za wesoło, ale chcemy widzom powiedzieć, że to wszystko jest po coś…

- Na tym etapie pana drogi zawodowej co jest ciekawsze: film czy teatr?

- Nie wiem, trudno powiedzieć. Poziom adrenaliny przy pracy w filmie często jest podobny do tego , który mamy w kontakcie z żywym widzem w teatrze. Czasem jest niewiele czasu na zrobienie ujęcia. W teatrze  pociągający jest cały proces przygotowywania spektaklu. Na dzień dzisiejszy obie sztuki traktuję na równi.

- A z którym reżyserem chciałby pan pracować?

- Od momentu, kiedy zobaczyłem  „Wesele” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego, marzę o tym,  żeby zagrać w jego filmie.

- Kto, jeżeli chodzi o zawód aktora, jest dla Pana autorytetem?

- Taką postacią jest prof. Małgorzata Hajewska. Piszę o niej swoją pracę magisterską. Wybitny człowiek, aktorka, pedagog. Uczy podstawowej  i najważniejszej zasady, że aby stworzyć wiarygodną postać, trzeba dokładnie ją poznać i zrozumieć.

Dziękuję za rozmowę.

 Rozmawiała Katarzyna Szeląg