Recenzja Magdy Fijołek. CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE PORTAL KULTURALNY

Wszystko, co dotyczy Williama Szekspira jest owiane tajemnicą. Podobno urodził się 23 kwietnia 1564 roku i podobno 23 kwietnia 1616 roku zmarł. Dokumentów poświadczających życie Szekspira jest niewiele: wpisy w księgach parafialnych, zakupy, podatki, pożyczki, żadnych listów, żadnych pewnych rękopisów. Niektórzy poddają nawet w wątpliwość samo istnienie Szekspira. Pytanie: był czy nie był? - dodaje mu tajemniczości. A my, ludzie lubimy tajemnice. Czyżby był to zaplanowany zabieg cenionego twórcy dramatów? Przecież na wątkach tajemnicy zbudowane są jego dzieła.

Inscenizacja Makbeta w Częstochowie też ma swoje tajemnice. W latach osiemdziesiątych przygotowywano ją już tutaj, ale w dniu premiery go odwołano. Nikt nie pamięta dlaczego. I tu przechodzimy wreszcie do meritum: 23 kwietnia 2022 roku „Makbet” w nowym wcieleniu wreszcie pojawił się na scenie Teatru im. A. Mickiewicza. W ten sposób oficjalnie odwołano rzekomą „klątwę” łączącą szkockiego króla i nasze miasto.

Spektakl został przygotowany przez tę samą ekipę, która osiem lat temu zrealizowała „Hamleta”. Ten zespół to: reżyser Andre Hubner – Ochodlo, odpowiedzialny za muzykę – Adam Żuchowski oraz scenograf Stanisław Kulczyk. Co ciekawe, w tamtym i tym spektaklu pojawiają się ci sami aktorzy: Adam Machalica, Michał Kula i Teresa Dzielska. Podobno nie należy porównywać obu przedstawień, jednak ja się nie powstrzymam i dopuszczę się owego wiarołomnego czynu. A zatem... Po pierwsze: „Makbet”, podobno jak i „Hamlet” sprzed ośmiu lat, to spektakle wyjątkowe wizualnie. Gra świateł, scenografia, w jednym jak i w drugim wypadku są wspaniałe, dzięki nim oba nabrały głębi. Scenografia stworzona w częstochowskim „Makbecie” jest tak mroczna, jak sam dramat, aż nabiera cech rodem z horroru.

Zarówno w „Hamlecie”, jak i „Makbecie”, bardzo ważną rolę odgrywa muzyka i pieśni stworzone specjalnie do obu przedstawień. W „Hamlecie” buntowniczo śpiewał, obsadzony w roli tytułowej, Maciek Półtorak, a w „Makbecie” jego żona Marta Honzatko. Ale jak ona to robi! Prawdę pisząc, gdybym szła przez ciemny las i słyszała takie dźwięki, pewnie byłabym przerażona do szpiku kości i uciekała jak najszybciej, byle przed siebie. Warto też zauważyć, że Andre Hubner-Ochodlo lubi do swoich spektakli ściągać co jakiś czas młodych zdolnych. I są to udanie obsadzone role. W przypadku „Hamleta” była to Martyna Kowalik jako Ofelia, w przypadku „Makbeta” Anna Paliga jako Lady Makbet.

Adaptacja Ochodlo nie jest klasyczna. Postacie włożone są tutaj we współczesny anturaż. Ochodlo podsuwa też widzom inną interpretację dramatu. W dotychczasowych inscenizacjach Makbetem kierowała przede wszystkim żądza władzy, a w tym przypadku jest to szalona rozpacz po stracie dziecka. W związku z czym, zamiast obrzydzenia do głównych bohaterów, zaczynamy im współczuć, odczuwać litość, usprawiedliwiać. Bo okrutne morderstwa, których się dopuszczają, są formą zemsty za ich ból po stracie potomka/potomkini. Cierpienie potrafi całkowicie opanować nasze umysły. Sprawia, że ludzie, dopuszczają się czynów, o których w normalnych warunkach nawet by nie pomyśleli.

Ta adaptacja może być dla tych, którzy przyzwyczajeni są do jej klasycznej wersji, zaskoczeniem; może nawet spotkać się z niezrozumieniem. Dlatego warto pójść na spektakl z otwartą głową, oczyszczoną ze wszystkich znanych - czy to z kina, czy to z teatru - interpretacji. Postarajcie się zapomnieć też o samej treści dramatu - w ten sposób odkryjecie go na nowo. Mnie się to przydarzyło, choć po spektaklu wyszłam skołowana. Jednak kiedy „przespałam się” z tematem, dostrzegłam subtelność adaptacji. Ciekawe, co powiedziałby na nią Szekspir?

Bezsprzecznie jednak na plan pierwszy częstochowskiego „Makbeta” wysuwa się Lady Makbet. Anna Paliga, w tej roli, tworzy fascynujące studium rozpaczy, rozciągnięte między niepogodzeniem ze swą stratą, aż do zemsty, która ma sprawić, by inni odczuli to, co czuje ona. Gdy finalnie odkrywa, że nie da się zemstą uspokoić rozdartego bólem serca, że zadanie innym bólu nie da ukojenia, staje się udręczoną ludzką postacią. Udręczoną swoim bólem, odpowiedzialnością i świadomością popełnionych z mężem czynów. Dostrzega, że wszystko wyrwało się spod kontroli. Jest pogubiona, a jednak świadoma swoich win. Popada w szaleństwo, które staje się jej swoistym oczyszczeniem - i pewnie dlatego w końcowych scenach Lady Makbet przywdziewa białe szaty. Dla mnie to ona jest centralną postacią tej adaptacji i dlatego nadałabym jej raczej tytuł „Lady Makbet”.

CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE PORTAL KULTURALNY