Mało romantyczna czarna komedia...- Marek Warnitzki o realizacji...

Mało romantyczna czarna komedia

Michał Walczak przekornie nazwał „Polowanie na łosia" komedią romantyczną. To z jego strony prowokacja – tak to odczytuję. Tutaj nie ma ani komedii, ani romantyzmu. Oczywiście, w pewnych momentach ta sztuka jest śmieszna, absurdalna, ale ten śmiech wyzwalany jest przez konkretny obrazek - takie pierwsze odczytanie - później on zamiera na ustach. Czechow powiedział, że idea komizmu polega na tym, że nas to śmieszy, a jego to boli. Ja patrzę na tę sztukę w ten właśnie sposób.

Bohaterowie Walczaka są nieszczęśliwi, wewnętrznie skonfliktowani, sami się zadręczają, nie potrafią ustąpić, nie umieją wejść ze sobą w dialog . Ta sztuka zmienia się w farsę w momencie morderstwa. Ale to jest czarny humor. Gdybym miał odnieść ten spektakl do jakiegoś filmu, to byłaby - „Matnia" Polańskiego. W „Polowaniu na łosia" nie ma gagów komediowych. Tu jest czarny humor rodem z opowiadań Rolanda Topora. Główna bohaterka – Eliza jest sprawczynią całego nieszczęścia, które ich spotyka. Ona w związku z tym nosi w sobie piętno podpalacza całego świata, bo w momencie, kiedy ma wziąć ślub ze swoim facetem, dzwoni do byłego kochanka. Dzwoni, żeby go sprowokować... W literaturze motyw „wojny" o kobietę (czy przez kobietę wywołanej) pojawiał się często – wystarczy wspomnieć Iliadę czy Odyseję, Makbeta, Hamleta... Jest to tylko przekładane na różne języki: raz jest to język Plauta – będzie to śmieszne; Moliera - będzie to śmieszne inaczej, a kolejny raz na język Szekspira i będzie to tragiczne.

Jak przeciętna śpiewaczka z przeciętnym generałem...

Staramy się w pewne błahe sytuacje, które są rodem z obyczajowego życia mieszkańców blokowiska - ludzi zuniformizowanych , niewyróżniających się niczym, włożyć dramatyczną historię. Matka Elizy jest przeciętną śpiewaczką, ojciec - przeciętnym generałem. Oni pogodzeni są z tym, co ich spotkało przez te ostatnich 20 lat życia. A co ich spotkało? A to, że przestali być rodziną, której byt wiązał się z pewną tradycją – im brakuje tego, ale oni już z tym nie potrafią nic zrobić... O nic nie walczą. Ich dramat polega także na tym, że nie potrafią ani ze sobą żyć, ani się rozstać. Przekonali się co do jednej rzeczy, że idealny model miłości - Adam i Ewa w Raju jest już nieaktualny w momencie, kiedy Ewa podała jabłko. To jest koniec ludzkiej miłości ...bo później jest już Kain i Abel. Nienawiść rodzi się jeszcze z czegoś innego - ich wzajemne relacje, przypominają układ treser -zwierzę. Jedno z nich zawsze będzie czekało na bat. Paradoksalnie ta nienawiść ich łączy. Ona jest taka podskórna, trochę niewerbalna, wyrafinowana, taka jaka mogła łączyć Lady Makbet i Makbeta.

Aktorzy zupełnie nieklasycznie podają tekst. Pokazanie tej nienawiści - takiej dziwnej, perwersyjnej, zakamuflowanej jest trudna. Oni mówią do siebie symultanicznie, wiecznie tokują. Nie czekają na odpowiedź partnera. Wzajemnie się zabijają – języki zamieniają się w sztylety.

Włóż sandały, zjedz mamałygę i idź na kamienistą pustynię...

Na bohaterów dramatu patrzę przez pryzmat literatury i filozofii, bo przecież te historie się powtarzają, te archetypy są przenoszone z pokolenia na pokolenie. W „Polowaniu na łosia" autor powołuje się na amerykańskiego filozofa rumuńskiego pochodzenia - Eliadego. Główna je go myśl, z której Walczak korzysta – brzmi następująco: Czy człowiek grzeszny o własnych siłach może wydobyć się z grzechu? Eliade odpowiada, że tak, ale warunek jest następujący: trzeba zrzucić europejskie ubranie, założyć zgrzebny strój i sandały i wyruszyć na kamienistą pustynię. I na tej pustyni znaleźć sobie jaskinię, zamieszkać tam i spać z kamieniem pod głową, wcześnie rano wstawać, iść do ciężkiej roboty, o jednej misce mamałygi. To jest jego rada. Ale jeżeli ktoś nie lubi mamałygi? A jeśli ktoś chce luksusu? To Eliade odpowiada – Chcesz luksusu, to znaczy, że jesteś niewolnikiem rzeczy, przedmiotów, posiadania. Niewolnikami są bohaterowie dramatu – oni nie mają siły przejść na drugą stronę. Ich to przeraża, oni się tego boją. Oni nie mają w sobie takiej siły, która pozwoliłaby im zmienić życie.

(opracowano na podstawie rozmowy z Markiem Warnitzkim)