Pieśń o samotności

Wiesław Kowalski, www.teatrdlawas.pl

Tytuł „Chodź ze mną do łóżka”, na końcu bez wykrzyknienia, mógłby sugerować, że oto będziemy mieli do czynienia  z lekką komedią, do tego nie pozbawioną podtekstu erotycznego. Nic bardziej złudnego. Na scenie Teatru Polonia nie usłyszymy ani seksualnych wynurzeń na temat łóżkowych przygód bohaterki monodramu, (sfera ta oczywiście się pojawi, ale w zupełnie innym kontekście), ani nie zobaczymy rozwiązań przestrzennych z tytułowym łóżkiem i strzałą Amora w tle.

Najciekawszym doświadczeniem dla widza będzie  to, co może wyniknąć w teatrze ze spotkania trzech żywiołów – przede wszystkim wyjątkowo przenikliwego, prowokującego i szalenie intrygującego, bo ukazującego świat z zupełnie innej perspektywy tekstu Andrzeja M. Żaka, czystej, wyrazistej i klarownej reżyserii Adama Sajnuka, która w poszukiwaniu ekwiwalentów scenicznych  wchodzi głęboko w egzystencjalny dramat bohaterki oraz ogromnego temperamentu scenicznego, jakim bez wątpienia dysponuje  Sonia Bohosiewicz, niezapomniana Tora Teje z „Twórcy obrazów” Pera Olova Enquista, w reżyserii Kazimierza Kutza. Cieszy fakt, że filmowa kariera aktorki nie zabiła w niej teatralnego zwierzęcia, co  Sajnuk wykorzystał, stawiając aktorce bardzo wysoko poprzeczkę w prowadzeniu widza przez jakże skomplikowane meandry kobiecej duszy i ciała. Cieszy też fakt, że Sajnuk nie zwalnia tempa i po znakomicie przyjętych „Konstelacjach” po raz kolejny zaskakuje widza swym jakże już ukształtowanym charakterem reżyserskiego pisma.

W tym rozegranym na „ukwieconej łące” traktacie o ludzkiej samotności, nie pozbawionym jednak swoistej afirmacji i gloryfikacji samego życia, spotkamy się  z historią kobiety, która w konsekwencji wypadku zostaje przykuta do łóżka, co odbiera jej możliwość pełnego kontaktu z rzeczywistością. Co jej pozostaje? Fantazje, senne marzenia, wewnętrzne monologi igrające z dotąd skrywaną wyobraźnią i  wrażliwością, projektowanie wspomnień, strzępy zdarzeń i rozmów, do których można wrócić tylko w pamięci,  będące próbą ucieczki od okoliczności, w których się znalazła. Bohosiewicz odkrywając przed widzem wszystkie właściwości człowieka poddanego odosobnieniu, zamkniętego w kazamatach unieruchomionego ciała, w swoim oczekiwaniu na śmierć, czy może raczej w wewnętrznym procesie umierania,  potrafi znakomicie oddać autoironię i poczucie humoru, których nie pozbawiony jest  pełen niejednoznaczności i wielopoziomowy  tekst Andrzeja M. Żaka.  Całe to doświadczanie wielości odcieni samotności życia i siebie samej, świadomość absurdalności położenia i  poczucie  osaczenia, cały ból istnienia, aktorka pokazuje z niezwykłą  prostotą i szczerością, czasami nawet z nutą nostalgii. Nie umniejsza to wcale, a raczej uwypukla  wszystkie egzystencjalne aspekty dramatu, które dotykają nie tylko śmierci, samotności, cierpienia, rozpaczy, przemijania, mijającego czasu, miłosierdzia, ale i miłości, szczęścia, wolności, honoru,  tak samo winy i grzechu… Bohaterka Bohosiewicz swoim niekiedy mrocznym, wewnętrznym rozstrojeniem  może budzić w nas ambiwalentne uczucia. Możemy jej współczuć, możemy się na nią oburzać… Ale wtedy spójrzmy na ostatnią stronę ciekawie wydanego programu do spektaklu i przeczytajmy słowa Dostojewskiego: „ Ludzie , miłujcie się wzajemnie”.