Pustego pokoju nie trzeba się bać

Piotr Guszkowski, Metro, Nr 2717

Ze szpitalnego pokoju dobiega wołanie o pomoc. Dlaczego więc nikt nie reaguje? Ponieważ słowa nie przybierają formy wypowiedzianych dźwięków, lecz układają w monolog wewnętrzny bohaterki granej przez Sonię Bohosiewicz w spektaklu "Chodź ze mną do łóżka"
Tym monodramem aktorka wraca na deski po kilkuletniej przerwie. I trzeba uznać jej powrót za udany, także za sprawą znakomitej reżyserii Adama Sajnuka. Gdy Bohosiewicz pojawia się na scenie Teatru Polonia, przypomina dojrzalsze wcielenie Alicji poruszającej się po osobliwej krainie, którą w książce Lewisa Carrolla rządziła logika snu. Wkrótce staje się jasne, że zabierze widzów w podróż, której się nie spodziewali: słodycz pastelowych kwiatków na tapecie ścian jej pokoiku przewrotnie kontrastuje bowiem z tematem ukrytym pod figlarnym tytułem. 

Autor tekstu Andrzej M. Żak snuje w "Chodź ze mną do łóżka" przejmującą egzystencjalną opowieść. Stanowi jego wyobrażenie o tym, jak potwornie wygląda dramat człowieka przykutego do łóżka i pozbawionego jakiejkolwiek możliwości kontaktu z otoczeniem. Człowieka, który zamknięty w więzieniu unieruchomionego ciała zachowuje zdolność myślenia i kojarzenia. I czuje się śmiertelnie samotny.
 
A co, jeśli to ciało w dodatku jest wciąż jeszcze młode i piękne - zdają się pytać twórcy, ubierając Sonię Bohosiewicz w dopasowaną sukienkę i szpilki podkreślające walory jej fizyczności. Tym trudniej się ze stratą pogodzić. Spektakl wypełnia nostalgia za utraconym życiem, chwilami wręcz wściekłość i poczucie niesprawiedliwości. Brzmi on zarazem niczym zaskakująca pochwała życia - z całą prozą codzienności, którą doceniamy dopiero, gdy zostanie nam bezpowrotnie odebrana. Słodko-gorzka konwencja zmienia się w zależności od tego, z kim akurat bohaterka rozmawia, a właściwie rozgrywa w myślach potencjalną rozmowę w pustym szpitalnym pokoju. Raz uwodzi lekarza w porno-czerwieni, za chwilę prosi męża, by więcej jej nie odwiedzał. Temperamentna kobieta mówi o swoim cierpieniu, na zmianę pogrążając się w mrocznym refleksjach lub z zaskakującym dystansem i ironicznym poczuciem humoru, mając po prostu świadomość własnego absurdalnego położenia.