Aktualności

Rozmowa z Agnieszką Baranowską - reżyserką "Stopklatki"

Rozmowa z Agnieszką Baranowską - reżyserką "Stopklatki"

Teatr staje się”pomiędzy aktorem i widzem…

Rozmowa z Agnieszką Baranowską, aktorką, dramaturgiem, reżyserką „Stopklatki” Maliny Prześlugi*. 

Jesteś absolwentką Wydziału Lalkarskiego Akademii Teatralnej w Białymstoku, w tym roku kończysz reżyserię na Akademii Teatralnej  w Warszawie. Dyplom postanowiłaś robić w Częstochowie. W jaki sposób tutaj trafiłaś?

Kilka lat temu w Teatrze from Poland grałam swój monodram „Orlando", więc Częstochowa jest mi trochę znana. A w Teatrze Mickiewicza znalazłam się za sprawą Adama Machalicy. Znaliśmy się ze studiów, pracowaliśmy razem. Na pewno połączyła nas podobna wrażliwość  i podobne postrzeganie teatru. Duży wpływ miał fakt, że skończyłam studia o profilu nakierowanym na formę, a do tego spektaklu, był potrzebny ktoś z takim doświadczeniem. Adam zaproponował spektakl w mojej reżyserii dyrektorowi, a dyrektor wyraził zgodę.

Oprócz ról teatralnych, które masz na koncie, wyreżyserowałaś kilka spektakli w teatrach niezależnych.

Będąc asystentką/wykładowcą na Wydziale Lalkarskim w Białymstoku, zrealizowałam dyplom. To był „Kordian. Reinterpretacja" oparty na mojej autorskiej adaptacji dramatu                 J. Słowackiego. Premiera odbyła się w Białostockim Teatrze Lalek. Graliśmy dla młodzieży licealnej, po spektaklach mięliśmy spotkania z nimi i rozmawialiśmy o tym, jak rozumieją takie odczytanie dramatu Słowackiego. W tej realizacji skupiłam się na jego niemocy jako człowieka i jego relacji z kobietami, które spotkał po drodze. Trzy kobiety spotykają się ze sobą i postanawiają zemścić się na nim za jego nieodwzajemnioną miłość zaprzedaną dla wyższych idei. I okazało się, że młodzież fantastycznie rozumie klasykę, ku zdziwieniu nauczycieli. Zrobiłam też "3 Upadki Panny Julie" A. Strindberga. Wtedy poszukiwałam wbrew tekstowi, na scenie były trzy kobiety a nie było męskiego bohatera - Jana. Później był monodram „Niepodległość Trójkątów, czyli blaga komiczna o zabarwieniu dramatycznym" Witkacego, z muzyką na żywo. A na trzecim roku studiów aktorskich zrealizowałam autorski monodram „Orlando", w którym wcielając się w wiele postaci zmierzam się z pragnieniem miłości i relacjami damsko-męskimi. Monodram po raz kolejny zaprezentuję 24 listopada w TfP u Wojtka Kowalskiego.

Oprócz „Orlanda” jesteś autorką dwóch innych dramatów.

Tak. Pierwszą sztukę napisałam jeszcze przed studiami i zrealizowałam na drugim roku studiów aktorskich, jako reżyser, był to „Pochówek". Teraz w warszawskiej Akademii Teatralnej gramy mój spektakl "Dzieło", który napisałam, wyreżyserowałam i również w nim gram.

Byłaś asystentką Iwana Wyrypajewa przy realizacji  „Słonecznej linii”  w warszawskim Teatrze Polonia. Jak doszło do współpracy?

Przez kilka lat do niego pisałam, po to by móc z nim współpracować. W końcu udało się, zostałam jego asystentką przy realizacji spektaklu „Słoneczna linia".

Asystent reżysera to pojemna nazwa. Czym się zajmowałaś?

Rola asystenta w teatrze bywa różna. We współpracy z Iwanem byłam przede wszystkim obserwatorem i jego uczniem. Iwan poświęcał mi bardzo dużo uwagi, zadawał pytania, prosił o wyrażenie opinii, tłumaczył. Zdecydowanie była to relacja mistrz-uczeń.

Na ile te doświadczenia wykorzystujesz w swojej pracy?

W „Stopklatce" często i pewnie podświadomie pracujemy metodą Wyrypajewa. Mam nadzieję, że gdzieniegdzie będzie to wyczuwalne. To nie jest technika dostosowana do danego spektaklu, to raczej sposób myślenia o teatrze i jego misji. Myślenia opierającego się na tym, że najważniejszy jest widz i tekst, a teatr staje się nie na scenie, ale pomiędzy aktorem a widzem. To oni razem go stwarzają.

Od samego początku zobaczyłaś w tekście Maliny Prześlugi potencjał dramaturgiczny?

W pierwszej chwili pomyślałam, że sama bym po niego nie sięgnęła, choć wielokrotnie robiłam spektakle z młodzieżą i dla młodzieży. Ale zobaczyłam ile ten tekst daje możliwości, wsłuchałam się w niego. „Stopklatka" jest właściwie monodramem, czyli formą teatru szczególnie mi bliską, jest też ogromnym wyzwaniem dla aktora, a ja wyzwania lubię. A to że Malina Prześluga napisała sztukę z myślą o młodzieży, to też mnie przekonało, bo ja sama czuję się młodo. Nieustannie. ( śmiech)

Ty skaczesz ze spadochronu!

Kilka dni temu skoczyłam pierwszy raz. W ludziach jest pragnienie ryzyka, latania, śnimy o lataniu... Myślę, że po takim doświadczeniu jest się innym człowiekiem. Patrzysz w niebo i myślisz, byłam tam, ponad chmurami i mózg się rozszerza. To jest wolność, wolność bez strachu, który nas ogranicza.

Wróćmy do „Stopklatki”. Tekst na pierwszy rzut oka może wydawać się nieco dydaktyczny.

W naszym spektaklu nie będziemy pouczać, nie będzie moralizatorskiego tonu. Skłaniamy się ku realizmowi magicznemu, absurdowi w teatrze, grotesce. Będziemy starali się dialogować z młodym widzem, a to nie jest łatwe, to wymaga uczciwości i odwagi.

Przed rozpoczęciem realizacji poszukiwałaś aktorki, która zmierzy się - nie z jedną rolą – a kilkoma, bardzo trudnymi, niosącymi ze sobą duży bagaż emocji! Wybrałaś Martę Honzatko.

Wejścia Marty to są „petardy". Ona wciela się w kilka bardzo różnych postaci, które są diametralnie inne, niosą ze sobą odmienne energie. I tu potrzeba było bardzo elastycznej aktorki, z mocnym warsztatem teatralnym i dobrym słuchem muzycznym. Bo forma, to świadomość rytmu w ciele. Marta śpiewa, w związku tym bardzo dobrze czuje swoje ciało i rytm w nim. Jej gra obejmuje sposób mówienia, intonację, ułożenie ciała. Potrzebowałam aktorki, która nie narzuca siebie, a raczej służy roli, którą ma do zrealizowania. Marta wnosi ze sobą na scenę nie tylko swoją postać, ale również wiele przedmiotów, buduje obrazy sobą i je ogrywa. Rzekłabym...lalkowo, formalnie. To nie są małe role, to raczej ogromne wyzwania.

Malina Prześluga gra formą, tworzy „teatr w teatrze”. Pierwsza scena dramatu może nas zmylić. Kim jest główny bohater? Czy tylko aktorem opowiadającym historię sparaliżowanego chłopaka, czy nim samym?

Teatr jest umowny, w dzisiejszych czasach, nie da się ukryć tego, że to jest iluzja i nie można udawać, że ta iluzja jest swego rodzaju umową między aktorem, a widzem. W „Stopklatce" Adam jest aktorem, który przedstawia historię skrajnie sparaliżowanego chłopaka. On nie jest nim, raczej użycza mu siebie na scenie. Dotyka jego tragedii, ale nie jest w niej całkowicie. Dopiero w ostatniej scenie wchodzi fizycznie w postać Wojtka. Ale przez cały spektakl mocno pokazujemy „szwy", „teatralną kuchnię" chcemy, żeby widz zobaczył jakimi mechanizmami posługuje się aktor. Trudno byłoby „jeden do jeden" zagrać człowieka, który w zasadzie jest rośliną, który jest całkowicie sparaliżowany. Byłoby to nieprawdziwe i niedelikatne.

Bo jak pokazać ten mikrokosmos myśli, uczuć, które zaklęte są w duszy takiego człowieka? 

To jest właśnie to, ten trud, z którym boryka się Adam na scenie. Opowiedzieć przez godzinę historię chłopaka przed którym nie ma przyszłości.

Ten spektakl jest metaforyczny, abstrakcyjny pomimo pierwszej warstwy, niemalże reportażowej.

Tak, unikamy realizmu, szukamy metafory teatralnej, chcemy żeby to było proste i piękne zarazem, niejednoznaczne, nierealistyczne, bo realizm bywa często bezlitosny. Duża w tym zasługa Kamili Grzybowskiej-Sosnowskiej - scenografki, z którą od wielu lat współpracuję. W spektaklu będzie wiele niejednoznacznych, symbolicznych rozwiązań. Żeby wszystkiego nie zdradzać, powiem tylko o kilku pomysłach. Na scenie mamy trawę, na niej jest umieszczony metalowy stelaż-kubik, imitujący szkielet pokoju. W środku kubika jest czarna podłoga imitująca czarny dół w ziemi. Zresztą matka bohatera przyjeżdża z taczką meblować jego pokój  i układać mu życie na nowo. A to wszystko wynika z tego, tak myślę- że człowiek zamknięty w skorupie ciała inaczej postrzega świat- ostrzej.

Ważną kwestią są także relacje międzyludzkie, w tym wypadku relacje bohatera z kobietami: dziewczyną, matką, psycholożką. I to, jak zmieniają się one pod wpływem tragedii.

Te kobiety Wojtka tak naprawdę go nie widzą. One nie martwią się o niego, one martwią się o siebie. Po swojemu maskują wyrzuty sumienia. Dlatego Marta gra wszystkie sceny kobiece do pustego wózka, Adam stoi obok oglądając to.

Jest w spektaklu scena, kiedy bohater katuje kukłę, bije ją. Rozładowuje swoją agresję, ból i frustrację. Ten formalny zabieg pomaga nam uniknąć dosłowności. Adam okłada pięściami nieożywioną materię, która wytrzyma każdy cios. W przeciwieństwie do człowieka, forma wytrzyma dużo więcej.

Kilka tygodni temu daliśmy tekst „Stopklatki” do przeczytania naszym stażystom, młodym ludziom. Byli zachwyceni. Powiedzieli, że ten tekst ich bardzo poruszył, ale też rozbawił.

Dramat ma wiele poziomów, między innymi ukazuje zwykły świat nastolatka i to są zabawne sceny. Wojtek nie chce opowiadać wyłącznie o swoim nieszczęsciu, chce mówić przede wszystkim o sprawach zabawnych, o rodzicach, którzy są typowi w swoich uwagach: "A nie mówiłam?", "A weź się do nauki, a nie tylko te gry i gry!", „Rodzinę kiedyś powystrzelasz!"

Chłopak zanurzony jest w świecie wirtualnym, kocha kino, widzi świat przez pryzmat bohaterów filmowych. Jest sporo odnośników do popkultury, a także język, którym się posługuje jest bliski młodzieży. Może to powoduje, że identyfikują się z tym światem?

To na pewno nie jest  język, którym obecnie rozmawia młodzież, bo ten język nieustannie się zmienia. Malina Prześluga ma 34 lat. Dramat powstał w 2010 r. Podejrzewam, że jakbyśmy teraz posłuchali  młodych ludzi, to mógłby być nam potrzebny słownik (śmiech).                          Nie sądzę też, że tytuły filmów które są w dramacie przywoływane, mówią coś 16-17- latkom. Dlatego też w naszym spektaklu Adam nie udaje nastolatka, on stara się słuchać siebie i być zgodny ze sobą. Raczej stara się zbliżyć do świata nastolatków, nie tak całkiem mu odległego.

Na koniec opowiedz o muzyce. Podobno Adam Machalica będzie grać na harmonijce.

Tak, Adam głownie gra na żywo. Na końcu spektaklu pojawia się głos Wojtka. Przetworzony elektronicznie przez maszynę. Brak żywego głosu to całkowite odebranie człowiekowi jego jestestwa. Ten moment w spektaklu uświadamia mi, jak ważną i trudną sprawę poruszamy i jak bardzo trzeba uważać, by nie przekroczyć pewnych granic... Żeby to, co robimy było prawdziwe... Ale jesteśmy dobrej myśli, bo każda próba to nowe małe olśnienie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: e.o.

Rozmowę przeprowadzono 24 października 2017 r.

*Premiera odbędzie się 10 listopada (piątek), o godz. 19.00 na Scenie kameralnej częstochowskiego Teatru. W spektaklu zagrają: Adam Machalica i Marta Honzatko. Reżyseria – Agnieszka Baranowska, scenografia- Kamila Grzybowska-Sosnowska.

**Wydział lalkarski Akademii Teatralnej w Warszawie (Oddział zamiejscowy w Białymstoku)